Gdy nie masz odwagi, by żyć własnym życiem

1.

Kilka lat temu, pisze Rutger Bergman, holenderski filozof i historyk w książce „Utopia dla realistów”, ukazała się powieść australijskiej pisarki Bornnie Ware. Nie wiem, czy wcześniej o niej słyszeliście, ale ja – przyznaje – nie. Tytuł powieście Ware brzmi: „Czego najbardziej żałują umierający?” 

Powieść pisarski rodziła się z jej codziennych doświadczeń i przeżyć. Otóż Ware była pielęgniarką. Opiekowała się przede wszystkim umierającymi pacjentami. I właśnie te rozmowy postanowiła spisać w swojej książce. Domyślacie się może, czego najbardziej żałowali ludzie, których życie było już tylko oczekiwaniem na śmierć? A czego Wy byście żałowali, gdybyście znaleźli się na ich miejscu? Czy potraficie sobie taką sytuację w ogóle wyobrazić? 

Jeśli nie, bo przecież póki my żyjemy, to śmierci nie ma, a jak śmierć przyjdzie, to nas już nie będzie, posłuchamy, co zanotowała pisarka. Otóż nikt z jej bohaterów nie mówił, że powinien poświęcić więcej uwagi swojej pracy, by zarobić więcej pieniędzy. Nikt nie żałował, że nie zrobił lepszej prezentacji w PowerPoincie, aby lepiej zaprezentować się przed słuchaczami. Nikt też nie rwał włosów z głowy, że za mało czasu poświęcił na zdobywanie kolejnych kwalifikacji, aby wpisać sobie je do imponującego CV, brylując potem na kolejnych rozmowach kwalifikacyjnych. Bohaterowi powieści Ware najbardziej żałowali tego, że nie mieli dość odwagi, aby żyć własnym życiem, a nie życiem, jakiego oczekiwali od nich inni, oraz tego, że tak ciężko pracowali.

2.

Żyć własnym życiem. Robić rzeczy, co do których jesteśmy przekonani, a nie co do których panuje zgoda, że powinny być przez nas czynione. Czy jednak nie jest to dość ryzykowne zajęcie? I czy nasze życie społeczne, szczególnie to oglądane na ekranach TV, ale także nasze życie polityczne wygląda jak – jeśli nie jest obciachem – jak nudny brazylijski serial? Wygląda. Dlaczego? Bo nie mamy odwagi, aby być utopistami.

Być utopistą nie znaczy, że jest się człowiekiem oderwanym od rzeczywistości. Że ma się głowę w chmurach. Być utopistą znaczy, że jest się człowiekiem, który żyje nadzieją. Nadzieją na postęp. I ma się odwagę zmieniać świat. Oraz siebie.

Powiecie, że to tylko słowa. Ba, może nawet słuszne. Bo, czymże w końcu jest ta utopia, jeśli nie ideą, której nigdy przecież nie osiągniemy? Nie tak szybko. Eduardo Galeano, urugwajski dziennikarz, dobrze wyjaśnia, czym jest utopia i dlaczego nie jest to mrzonka. Pisze: „Utopia jest na horyzoncie. Zbliżasz się do niej o dwa kroki; a ona o dwa się oddala. Po moich dziesięciu krokach horyzont jest dziesięć kroków dalej. Ile bym szedł, nigdy do niej nie dotrę. Jaki jest więc sens utopi? Chodzi o to, aby nie przestawać iść”.

3

Dodajmy, nie przestawać iść, ale swoją, własną drogą. Nie cudzą. Nie innych. Jeśli chcemy zmieniać świat, jeśli chcemy zmieniać także swoje życie, pisze przywołany na początku tego tekstu holenderski filozof Bergman, musimy być nierealistyczni, nieracjonalni i czasami nawet nieznośni. Pamiętajcie, że ludzie domagający się zniesienia niewolnictwa czy walczący o prawa wyborcze kobiet byli określani szaleńcami. Działo się tak do chwili, kiedy historia dowiodła, że mieli rację.