Kazanie, którego biskupi nie wygłoszą 

1.

Drodzy, 

Słowa nie są niewinne. Za ich pomocą można czynić dobro lub zło. Człowiek musi więc uważać, co mówi, by nie ranić. Być czujnym, gdy dobiera słowa. Słowa, choć mają taką wątłą materię, potrafią jednakowoż zadać ból. Zło, jakie się przecież zjawia każdego dnia między nami, zazwyczaj ma swój początek w słowach – słowach pełnych nienawiści i pogardy. Jak mówi Księga Przysłów: śmierć i życie znajdują się we władaniu języka.

2.

Dziś, gdy Bóg staje się człowiekiem, by człowiek mógł stać się Bogiem, trzeba nam słów prostych i jasnych. Bez kościelnej nowomowy. Bez kościelnej politycznej poprawności. Słów płynący z serca. Kościelnego rachunku sumienia.

Wiem, że zazwyczaj, kiedy przychodzicie do świątyni, słyszycie tylko słowa pomsty, wymagań, karcenia. Słowa, które kierowane są do Was – ludzi, którzy, choć znaleźliby setki powodów, by zwrócić Kościołowi bilet, nadal w nim jesteście. I za tę wiarę oraz wierność Słowu, które było na na początku, jestem wdzięczny. Dziękuję.

3.

Dziś Kościół nie chce wymagać tylko od Was. Chce zacząć wymagać od siebie. Uderzyć się we własne, a nie cudze, najczęściej Wasze, piersi.

Chce Wam powiedzieć, że to, iż ludzie porzucają wiarę, że odchodzą od Kościoła, nie jest spowodowane tym, że wokół mamy za dużo liberalizmu i genderyzmu, ale tym, że za mało chrześcijańskiego świadectwa księży, którzy często nakładają na Wasze barki ciężary, których sami palcem nie ruszą.

To, że ludzie przestają traktować Kościół jako instytucję, która staje po stronie sprawców seksualnych w sutannach nie jest winą mediów, które opisują nadużycia seksualne duchownych, ale owocem zmowy milczenia, która zbyt długo była przez nas, biskupów, praktykowana. Zbyt często dbając o dobre imię Kościoła – my, pasterze – chroniliśmy sprawców zamiast troszczyć się o ofiary. Przepraszamy. Ofiarom gwarantujemy pomoc i zadośćuczynienie.

To, że ludzie widzą, iż Kościół stał się religijnym filarem partii rządzącej nie jest dyktowane tym, że mamy konkordat czy religię w szkolę. Ale tym, że w czasie kampanii wyborczej zbyt wielu księży zakłada szaty politycznych agitatorów zamieniając dom Pana, w którym jest mieszkanie dla każdego, w dom jednej partii politycznej. Zapominamy o starej mądrości, że gdy Kościół bierze ślub z jakąś partią w czasie wyborów, w następnych zostaje wdową.

To, że dziś Kościół ustala z rządem, jak mają wyglądać ustawy dotyczące kwestii bioetycznych nie jest wynikiem tego, że Kościół ma tak wielką władzę nad człowiekiem, ale jest świadectwem tego, że Kościół władzę nad duchem ludzi właśnie stracił. A Kościół, o czym, my pasterze zapomnieliśmy, nie potrzebuje nad człowiekiem innej władzy niż władza nad jego duchem.

4.

Bijąc się wie własne piersi, przyrzekamy poprawę. Chcemy znów głosić Dobrą Nowinę. Dobre Słowo. Chcemy, aby głoszona przez nas wiara niosła ze sobą doświadczenie wolności. Wolności służącej, wolności obowiązkowej, wolności związanej – ale zawsze wolności! Chcemy głosić słowo, które tworzy mosty a nie mury, słowo, które daje nadzieję, a nie potępienie. Słowo, które jest Miłością.