Papież Franciszek v. abp Gądecki

1.

Czas przedświąteczny to czas podsumowań. To także chwila, kiedy w rodzimych mediach miejsce publicystów, ekspertów i tzw „gadających głów” zajmują duchowni. 

Chciałbym więc tu zestawić dwie wypowiedzi – fragment wystąpienia papieża Franciszka z corocznej przemowy do pracowników Kurii Rzymskiej. I fragment rozmowy pracownika tzw. mediów publicznych, Krzysztofa Ziemca z szefem polskiego episkopatu, abp Stanisławem Gądeckim. 

Obie wypowiedzi dotyczą nadużyć seksualnych księży wobec dzieci. I reakcji Kościoła na ten największy skandal, jaki wciąż nie pozwala Kościołowi być wiarygodną instytucją, by nam mówić, co jest dobre, a co złe. Co przyzwoite, a co niegodziwe.

2.

Posłuchajmy najpierw fragmentu przemówienia Franciszka: „Mówiąc o tej pladze (nadużyć seksualnych duchownych – JM), niektórzy, także w obrębie Kościoła oburzają się na niektórych pracowników środków przekazu, oskarżając ich o pomijanie ogromnej przewagi przypadków nadużyć, których nie popełniają duchowni Kościoła – statystyki mówią o 98 procentach – i o chęć celowego prezentowania fałszywego obrazu, jakby to zło dotknęło tylko Kościoła katolickiego. Ja natomiast chciałbym szczerze podziękować tym pracownikom mediów, którzy byli uczciwi i obiektywni i którzy próbowali zdemaskować te wilki oraz dać głos ofiarom. Nawet jeśli chodziłoby tylko o jeden przypadek nadużycia – stanowiący już sam w sobie potworność – Kościół prosi, by nie milczeć i obiektywnie go wyjawić, ponieważ największym zgorszeniem w tej sprawie jest ukrywanie prawdy”.

A teraz  głos oddajmy abp Gądeckiemu, który został poproszony przez Watykan, by spotkać się – jak wcześniej robił to Franciszek – z ofiarami nadużyć seksualnych księży pedofilów. To część przygotowań do spotkania, które ma się na ten temat odbyć w Rzymie w lutym. Na pytanie, co szef polskiego episkopatu powie ofiarom pedofilii, z którymi ma się spotkać, odparł: „Że świat się nie kończy na grzechu, że jest coś ważniejszego, aniżeli grzech, że istnieje i odkupienie, i przebaczenie, i możliwość tego, co nazywamy cierpieniem za kogoś innego. Kościół potrzebuje cierpienia za swoją egzystencję”.

3.

Przywołuję te dwa głosy, by pokazać, że polski Kościół wciąż nie rozumie, iż nie uda się już zamieść brudu nadużyć seksualnych pod dywan. Że choć na tej płaszczyźnie rodzimy Kościół idzie starymi koleinami, to jednak zmieniło się – na szczęście – polskie społeczeństwo. 

Ofiary nie lękają się opisywać nadużyć swoich oprawców. Już nie milczą. My, społeczeństwo, zaczęliśmy wierzyć ofiarom, a nie sprawcom. I tylko biskupi chcą wierzyć, że nic się nie zmieniło. Otóż się zmieniło. I to wiele.